Ale mnie tu dawno nie było...
Trochę się pozmieniało. Chwilowo znajduję się chyba na życiowym zakręcie... Chcą nas wyrzucić z wynajmowanego mieszkania, bo właścicielka wpadła bez zapowiedzi i ... BYŁ BAŁAGAN!! Jakaś walnięta baba. Wiedziałam, że ma coś z głową ale nie wiedziałam, że aż tak. Zwłaszcza, że mieszkamy tam jakieś 5miesięcy i odświerzyliśmy jej mieszkanie. Tzn pomalowaliśmy, kilka rzeczy naprawiliśmy i nie było z nami problemu. Podejrzewam, że ta głupia kurwa, sorry, ale inaczej mówić o niej nie mogę... Najpierw nie dała nam nic za remont, a teraz chce nas wyrzucić, żeby komuś innemu wynająć za wyższą cenę. Ludzie są podli, z tego bloku to już szczególnie.
Raz babka z góry zeszła do nas w szlafroku, jak mojemu chłopakowi śpiewaliśmy sto lat na urodziny i zaczęła robić awanture, że jak się nie zamkniemy to wezwie policję.
Innym razem mieliśmy wypadek, jak wracaliśmy z wakacji. Samochód był strasznie rozbity. Nie mieliśmy kasy, żeby dać go do warsztatu, więc stał, na parkingu, przed blokiem. Po 2ch dniach jakiś koleś zrobił nam awanture, że to nie jest parking, dla zepsutych gratów i że mamy go z tąd zabrać. Powiedzieliśmy, że chwilowo nie mamy pieniędzy (ja po wypadku nosiłam kołnierz ortopedyczny, także dużo kasy wydaliśmy na to wszystko, bo nie miałam ubezpieczenia). On powiedział, że jego to nie interesuje itd.
Następnego dnia przyszła do nas przewodnicząca zarządu wspólnoty mieszkaniowej i powiedziała, że jak nie usuniemy go w przeciągu 3ch dni, to odcholują na nasz koszt. Dodała jeszcze i tu szok, że to jest parking dla członków wspólnoty, więc my, ponieważ wynajmujemy mieszkanie nie mamy prawa tu parkowa. Chłopak się "zdenerwował" i "troche" jej nagadał. Chcieliśmy zostawić autko, ale ktoś je kupił w tym czasie, także zostało zabrane.
A teraz nie dość, że mam z nimi kłopoty, to moja mama wyjechała do jakiegoś uzdrowiska czy czegoś i tak ogólnie jeszcze do koleżanki, więc ze 2 mc jej nie będzie (przynajmniej). Oprócz tego mój kuzy siedzi w areszcie (za granicą) i staram się go jakoś wyciągnąć nie mówiąc nic nikomu. Kasa mi się kończy, mój chłopak stracił pracę, a ja większość wydałam, zamiast na spłatę rat i czynsze do mieszkań (naszego i mamy), to na adwokata itd dla kuzyna...
Ale mam nadzieję, że niedługo znów zaświeci słońce :)
Autor(ka) wpisu:


